Marian Cezary Abramowicz - rys biograficzny
Marian Cezary Abramowicz urodził się 29 października 1934 r. w
Białobłotach, w ówczesnej gminie
Grodziec, powiecie konińskim, jako syn Franciszka i Stanisławy z domu
Skowrońskiej. Bardzo wcześnie, jeszcze przed wybuchem II wojny światowej
stracił rodziców. Po śmierci ojca i matki początkowo wychowywany był przez babkę,
mieszkającą w rodzinnej wsi, a później u dalszych krewnych w Dobieszczyźnie
koło Jarocina. Cezary
po ukończeniu tam szkoły podstawowej, wyruszył szukać swojego miejsca w życiu.
W latach 1950-51 pracował jako
urzędnik w Koninie, ucząc się jednocześnie w wieczorowym liceum
ogólnokształcącym. Następnie mieszkał w Warszawie, gdzie uzyskał stypendium
Stowarzyszenia PAX i uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego św. Augustyna. Po
roku przeniósł się do Płocka i kontynuował naukę w wieczorowym liceum
ogólnokształcącym, pracując jako urzędnik w magistracie. W 1952 r.
wstąpił do Towarzystwa Salezjańskiego. Po odbyciu nowicjatu podjął studia w
Instytucie Filozofii i Psychologii w Woźniakowie. Zły stan zdrowia zmusił go do
przerwania studiów i rezygnacji z życia zakonnego. W 1957 roku powrócił do życia
świeckiego. Krótko pracował w charakterze pracownika umysłowego w
Zjednoczeniu Budownictwa Miejskiego w Nowych Tychach.
Od 1959 do 1962 roku przebywał w Sanatorium
Przeciwgruźliczym w Prabutach, po czym uzyskał rentę inwalidzką.
W 1964 r. zrezygnował z renty i podjął pracę w rodzinnych
stronach, w Nadleśnictwie Biała
Królikowska, na stanowisku kierownika
biura. W latach 1965-66 ponownie przebywał w Sanatorium
Przeciwgruźliczym w Sokołowsku pod Wałbrzychem; wówczas powtórnie uzyskał rentę
inwalidzką.
Debiutował w 1966 r. wierszem „Wrzosowisko” w „Tygodniku
Kulturalnym” . W 1969 r. został członkiem Związku Literatów Polskich i podjął aktywną działalność
społeczno-kulturalną w środowisku wiejskim. Był m. in. współzałożycielem i
kierownikiem artystycznym Zespołu Pieśni i Tańca „Białobłoty”. W latach 1975-79 pełnił
funkcję dyrektora Gminnego Ośrodka Kultury w Gizałkach . W 1985 r. otrzymał
nagrodę literacką wojewody kaliskiego za upowszechnianie piękna ziemi kaliskiej
w twórczości literackiej. W 1986 r. odznaczony został Srebrnym Krzyżem Zasługi. Zmarł 5 marca 1997 r. w Białej
Królikowskiej; pochowany jest na cmentarzu parafialnym w Królikowie koło Konina.
Ważniejsze utwory literackie M.C. Abramowicza:
1. Urzeczenie. [Wiersze]. Wrocław: Wydawnictwo
Ossolineum 1970
2. Kochanek białej gołębicy. [Powieść]. Lublin: Wydawnictwo
Lubelskie
3. Twarze na piasku.
[Wiersze]. Poznań: Wydawnictwo Poznańskie 1977
4. Donosy z Białej Królikowskiej. [Cykl 12
felietonów]. „Południowa Wielkopolska”. 1981- 1983
5. Sennik niedzielny. [Wiersze]. Poznań: Wydawnictwo
Poznańskie 1984
6. Dni darowane. [Wiersze]. Poznań: Związek
Literatów Polskich 1991
7. W kantyku ziemi.
[Wiersze]. Poznań: Związek Literatów Polskich 1991
8. Confiteor. [Wiersze]. Poznań: Związek
Literatów Polskich 1994
9. Uroki i zdziwienia. [Wiersze]. Poznań: Związek
Literatów Polskich 1994
10. Maria Magdalena. [Powieść]. Poznań: Pallotinum 1995
11. Listy nie wysłane.
[Wiersze]. Poznań: Wydawnictwo Fundacji Literacka 1996
12. Dwa żywoty. [Opowiadania]. Poznań: Wydawnictwo
Fundacji Literacka 1998
13. Listy spod klepsydry. [Miniatury literackie]. Poznań: Pallotinum 2000
14. Czarna struga. [Powieść]. Poznań: Kontekst;
Fundacja Literacka 2002
KILKA
WSPOMNIEŃ O POECIE Z BIAŁEJ KRÓLIKOWSKIEJ
Biała Królikowska
– to osada leśna, gdzie przez wiele lat poeta
mieszkał w małym, drewnianym domku z ogródkiem, to jego miejsce na Ziemi.
Tutaj powstała większość utworów
Abramowicza. Jeden ze znajomych
pisarza napisał: ,,Domek, który przycupnął skromnie na skraju lasu i swoje gościnne
progi przeznaczał dla każdego, kto tam trafi. Nieważne, człowiek, zwierzę,
ptak. Wszystko, co żyje, może wejść pod ten dach, bo pod nim mieszka miłość.
Gospodarz tej maleńkiej przystani niczym biblijny Noe chętnie zrobi miejsce na
swojej arce. Jest przy tym dyskretnie obecny, pełen szacunku dla wyboru,
jakiego dokona gość. Niczego mu nie narzuca. Cieszy się jego obecnością, tak
długo jak trwa. Stąd pewnie bierze się wzajemne zaufanie, tolerancja, cudowna
więź człowieka z przyrodą, która może istnieć tylko wówczas, gdy człowiek nauczy
się traktować ją jak partnera. Tę niezwykle trudną sztukę opanował św.
Franciszek, biedaczyna z Asyżu, opanował ją również Marian Cezary Abramowicz,
biedaczyna z Białej Królikowskiej”
Sam
poeta z franciszkańską prostotą wyznawał: „Tego,
co wiem o boskiej nauce i Piśmie Świętym, nauczyłem się w lasach i wśród pól. Nie miałem
innych mistrzów jak buki i dęby. Wystarczy? Chyba tak. A jak
jeszcze raz mogę uśmiechać się pod klepsydrą, mając swoje miejsce pod słońcem.
Nie straszna klepsydra, gdy ma się w zasięgu oka i serca tyle cudów tego
świata, gdy ma się tylu „braci najmniejszych”, przy których jakże często blakną
zarozumiali ludzie.”
Samotność i cisza, w jakiej żył, nie
zamykała go, lecz otwierała na przyrodę i człowieka. Przede wszystkim zaś na
Boga. Umiał uszanować ciszę w sobie i w innych. W tym agresywnym, rozkrzyczanym
radiem i telewizją świecie był łagodny, liryczny, nie nachalny. Przez mgiełkę
filozofii w jego utworach przezierała miłość do drugiego człowieka, współczucie
dla niedoli ludzkiej i silne umiłowanie przyrody.
Wielka życzliwość do świata zjednywała mu
przyjaciół. Począwszy od sąsiadów, gotowych zawsze śpieszyć z pomocą, aż do
rozproszonych po całym świecie osób, z którymi prowadził serdeczną
korespondencję, jak np. Anna Zalenay, poetka poznana w sanatorium w Sokołowsku
koło Wałbrzycha, która odkryła talent literacki Abramowicza, czy Jarosław
Iwaszkiewicz, także wielki zwolennik jego twórczości. Jednak najbliższymi i
najwierniejszymi przyjaciółmi poety byli państwo Konstancja i Jan Majewscy,
właściciele znanej apteki „Pod Złotym Lwem” mieszczącej się na poznańskim
rynku. Poznali się w Gizałkach, kiedy jeszcze Majewscy prowadzili tu aptekę.
Cezary często przychodził po lekarstwa. Później, kiedy przenieśli się do
Poznania, często ich odwiedzał.
Od 1978 roku, kiedy stan zdrowia poety
znacznie się pogorszył, kilka miesięcy w roku spędzał w Sanatorium Chorób Płuc
i Gruźlicy „Staszycówka” w Ludwikowie, malowniczo położonym na terenie Wielkopolskiego
Parku Narodowego. To był jego drugi dom. Tu też pod koniec życia pisał: ,,Uczyłem się życia i uczę nadal niejako w
cieniu śmierci zaglądającej mi przez ramię, pod klepsydrą. To sanatorium jest
mnie poniekąd drugim domem, do którego wracam bez strachu.”
… U kresu życia, zmęczony walką z ciężką chorobą, a mimo to szczęśliwy, pisał: ,, Spójrzmy na powagę różnych ćwierć i półgłówków, wpatrzonych w koniec własnego nosa i w portfel. Patrząc na nich mamy przemożną ochotę paść na kolana, aby dziękować Bogu za zwierzęta i w ogóle za przyrodę, za ów Przylądek Dobrej Nadziei, na którym – jak ktoś powiedział – sojusz człowieka i zwierzęcia raduje i koi serce, gdyż przypomina i odtwarza raj. Ktoś inny natomiast powiada, że szatan zbudował miasta, człowiek zbudował wieś, ale puszcze, łąki i wody stworzył Bóg. Nie wierzycie? To zapytajcie na przykład świętych. Biedaczyny z Asyżu pytać nie musicie. Sam to dawno powiedział czy wręcz wyśpiewał.”
,,
CZARNA STRUGA ” - fragment
z powieści M.C. Abramowicza
,, Daleko za wzgórza cofnęły się lasy, ustępując
polom opadającym łagodnie ku Czarnej Strudze, która dziś spokojna i senna tak,
jakby w niej od wieków pławiły się tylko domowe gęsi i kaczki, jakby nigdy nie
czerwieniła się od pożarów i krwi.
... nitką Ariadny była dla kupców
wędrujących bursztynowym szlakiem, szukających wśród niezmierzonych borów i
podstępnych bagien Czarnego Brodu i krótszej drogi z prastarego Kalisza przez
Ląd nad Wartą i Kruszwicę do Gdańska.
... przez nieprzebyte bory płynęła.
Przez bory złowrogie i groźne dla podróżnych z drugiego końca świata. I łaskawe
dla wolnych myśliwych, pszczelarzy, garncarzy i smolarzy, którzy wzgardziwszy
pańszczyzną, w lasach kryli swą wolność. Łaskawa dla tych, którzy uciekali
przed prawem, najczęściej okrutnym i niesprawiedliwym, zamieniając się w
opryszków lub wiecznych pielgrzymów, dla których bory były jednym i prawdziwym
domem.
Czarna
Struga dobrotliwie omijała niejedną polanę, liliową pod jesień od wrzosów,
gdzie na bezimiennych mogiłach wyrastała brzezina i skąd nieba było widać
najwięcej. Żywiczny cień lasów kojącym plastrem kładł się na niejednej ludzkiej
doli upodlonej i poranionej.
... płynie sobie Czarna Struga cichutko, jak klechda babuni w zimowy wieczór, gdy ogień trzaska w piecu, świszcze i dudni wiatr w kominie.
Dla
obcych i obojętnych - nieufna i niema, dla swoich - dobra i swojska.
... powiadasz, że to nie topole i
olchy tak szumią, ale pokutnicy sprzed lat śpiewają?- Nie! Tamte śpiewy nad
Czarną Strugą słyszał ten młody księżyk, który skryty w głębokim cieniu
anonimowości, wszystko, co zapamiętał spisał po latach wielu jako staruszek.
... powiadasz, że w tej rzece nie widzisz odbicia swej twarzy, że z mulistego
dnia wychyla się twarz mniszki? -
Posłuchaj. ” …
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz