26.05.2026

Marian Cezary Abramowicz - rys biograficzny

    Marian Cezary Abramowicz -   rys biograficzny

   Marian Cezary Abramowicz  urodził się 29 października 1934 r. w Białobłotach, w ówczesnej  gminie Grodziec, powiecie konińskim, jako syn Franciszka i Stanisławy z domu Skowrońskiej. Bardzo wcześnie, jeszcze przed wybuchem II wojny światowej stracił rodziców. Po śmierci ojca i matki początkowo wychowywany był przez babkę, mieszkającą w rodzinnej wsi, a później u dalszych krewnych w Dobieszczyźnie koło Jarocina. Cezary po ukończeniu  tam  szkoły podstawowej, wyruszył  szukać  swojego miejsca w życiu.

   W latach 1950-51 pracował jako urzędnik w Koninie, ucząc się jednocześnie w wieczorowym liceum ogólnokształcącym. Następnie mieszkał w Warszawie, gdzie uzyskał stypendium Stowarzyszenia PAX i uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego św. Augustyna. Po roku przeniósł się do Płocka i kontynuował naukę w wieczorowym liceum ogólnokształcącym, pracując jako urzędnik w magistracie. W 1952 r. wstąpił do Towarzystwa Salezjańskiego. Po odbyciu nowicjatu podjął studia w Instytucie Filozofii i Psychologii w Woźniakowie. Zły stan zdrowia zmusił go do przerwania studiów i rezygnacji z życia zakonnego. W 1957 roku powrócił  do życia  świeckiego. Krótko pracował w charakterze pracownika umysłowego w Zjednoczeniu Budownictwa Miejskiego w Nowych Tychach. Od 1959 do 1962 roku przebywał w Sanatorium Przeciwgruźliczym w Prabutach, po czym uzyskał rentę inwalidzką. W 1964 r. zrezygnował z renty i podjął pracę w  rodzinnych  stronach, w Nadleśnictwie  Biała Królikowska, na  stanowisku  kierownika  biura. W latach 1965-66 ponownie przebywał w Sanatorium Przeciwgruźliczym w Sokołowsku pod Wałbrzychem; wówczas powtórnie uzyskał rentę inwalidzką. Debiutował w 1966 r. wierszem „Wrzosowisko” w „Tygodniku Kulturalnym” . W 1969 r. został członkiem Związku Literatów Polskich  i podjął aktywną działalność społeczno-kulturalną w środowisku wiejskim. Był m. in. współzałożycielem i kierownikiem artystycznym Zespołu Pieśni i Tańca „Białobłoty”. W latach 1975-79 pełnił funkcję dyrektora Gminnego Ośrodka Kultury w Gizałkach . W 1985 r. otrzymał nagrodę literacką wojewody kaliskiego za upowszechnianie piękna ziemi kaliskiej w twórczości literackiej. W 1986 r. odznaczony został  Srebrnym Krzyżem Zasługi.  Zmarł 5 marca 1997 r. w Białej Królikowskiej; pochowany jest na cmentarzu parafialnym w  Królikowie  koło Konina.

   Ważniejsze  utwory  literackie M.C. Abramowicza:

1. Urzeczenie. [Wiersze]. Wrocław: Wydawnictwo Ossolineum 1970 

2. Kochanek białej gołębicy. [Powieść]. Lublin: Wydawnictwo Lubelskie 

3. Twarze na piasku. [Wiersze]. Poznań: Wydawnictwo Poznańskie 1977

4. Donosy z Białej Królikowskiej. [Cykl 12 felietonów]. „Południowa Wielkopolska”. 1981- 1983

5. Sennik niedzielny. [Wiersze]. Poznań: Wydawnictwo Poznańskie 1984

6. Dni darowane. [Wiersze]. Poznań: Związek Literatów Polskich 1991 

7. W kantyku ziemi. [Wiersze]. Poznań: Związek Literatów Polskich 1991

8. Confiteor. [Wiersze]. Poznań: Związek Literatów Polskich 1994 

9. Uroki i zdziwienia. [Wiersze]. Poznań: Związek Literatów Polskich 1994

10. Maria Magdalena. [Powieść]. Poznań: Pallotinum 1995

11. Listy nie wysłane. [Wiersze]. Poznań: Wydawnictwo Fundacji Literacka 1996

12. Dwa żywoty. [Opowiadania]. Poznań: Wydawnictwo Fundacji Literacka 1998

13. Listy spod klepsydry. [Miniatury literackie]. Poznań: Pallotinum 2000

14. Czarna struga. [Powieść]. Poznań: Kontekst; Fundacja Literacka 2002

   KILKA  WSPOMNIEŃ  O  POECIE     BIAŁEJ   KRÓLIKOWSKIEJ

  Biała Królikowska – to osada leśna, gdzie przez wiele lat poeta  mieszkał w małym, drewnianym domku z ogródkiem, to jego miejsce na Ziemi. Tutaj powstała większość  utworów Abramowicza.  Jeden ze znajomych pisarza  napisał: ,,Domek, który przycupnął skromnie na skraju lasu i swoje gościnne progi przeznaczał dla każdego, kto tam trafi. Nieważne, człowiek, zwierzę, ptak. Wszystko, co żyje, może wejść pod ten dach, bo pod nim mieszka miłość. Gospodarz tej maleńkiej przystani niczym biblijny Noe chętnie zrobi miejsce na swojej arce. Jest przy tym dyskretnie obecny, pełen szacunku dla wyboru, jakiego dokona gość. Niczego mu nie narzuca. Cieszy się jego obecnością, tak długo jak trwa. Stąd pewnie bierze się wzajemne zaufanie, tolerancja, cudowna więź człowieka z przyrodą, która może istnieć tylko wówczas, gdy człowiek nauczy się traktować ją jak partnera. Tę niezwykle trudną sztukę opanował św. Franciszek, biedaczyna z Asyżu, opanował ją również Marian Cezary Abramowicz, biedaczyna z Białej Królikowskiej”

   Sam poeta z franciszkańską prostotą wyznawał: „Tego, co wiem o boskiej nauce i Piśmie Świętym, nauczyłem się w lasach i wśród pól. Nie miałem innych mistrzów jak buki i dęby. Wystarczy? Chyba tak.     A jak jeszcze raz mogę uśmiechać się pod klepsydrą, mając swoje miejsce pod słońcem. Nie straszna klepsydra, gdy ma się w zasięgu oka i serca tyle cudów tego świata, gdy ma się tylu „braci najmniejszych”, przy których jakże często blakną zarozumiali ludzie.

   Samotność i cisza, w jakiej żył, nie zamykała go, lecz otwierała na przyrodę i człowieka. Przede wszystkim zaś na Boga. Umiał uszanować ciszę w sobie i w innych. W tym agresywnym, rozkrzyczanym radiem i telewizją świecie był łagodny, liryczny, nie nachalny. Przez mgiełkę filozofii w jego utworach przezierała miłość do drugiego człowieka, współczucie dla niedoli ludzkiej i silne umiłowanie przyrody.

  Wielka życzliwość do świata zjednywała mu przyjaciół. Począwszy od sąsiadów, gotowych zawsze śpieszyć z pomocą, aż do rozproszonych po całym świecie osób, z którymi prowadził serdeczną korespondencję, jak np. Anna Zalenay, poetka poznana w sanatorium w Sokołowsku koło Wałbrzycha, która odkryła talent literacki Abramowicza, czy Jarosław Iwaszkiewicz, także wielki zwolennik jego twórczości. Jednak najbliższymi i najwierniejszymi przyjaciółmi poety byli państwo Konstancja i Jan Majewscy, właściciele znanej apteki „Pod Złotym Lwem” mieszczącej się na poznańskim rynku. Poznali się w Gizałkach, kiedy jeszcze Majewscy prowadzili tu aptekę. Cezary często przychodził po lekarstwa. Później, kiedy przenieśli się do Poznania, często ich odwiedzał.

   Od 1978 roku, kiedy stan zdrowia poety znacznie się pogorszył, kilka miesięcy w roku spędzał w Sanatorium Chorób Płuc i Gruźlicy „Staszycówka” w Ludwikowie, malowniczo położonym na terenie Wielkopolskiego Parku Narodowego. To był jego drugi dom. Tu też pod koniec życia pisał: ,,Uczyłem się życia i uczę nadal niejako w cieniu śmierci zaglądającej mi przez ramię, pod klepsydrą. To sanatorium jest mnie poniekąd drugim domem, do którego wracam bez strachu.”

 … U kresu życia, zmęczony walką z ciężką chorobą, a mimo to szczęśliwy, pisał: ,, Spójrzmy na powagę różnych ćwierć i półgłówków, wpatrzonych w koniec własnego nosa i w portfel. Patrząc na nich mamy przemożną ochotę paść na kolana, aby dziękować Bogu za zwierzęta i w ogóle za przyrodę, za ów Przylądek Dobrej Nadziei, na którym – jak ktoś powiedział – sojusz człowieka i zwierzęcia raduje i koi serce, gdyż przypomina i odtwarza raj. Ktoś inny natomiast powiada, że szatan zbudował miasta, człowiek zbudował wieś, ale puszcze, łąki i wody stworzył Bóg.  Nie wierzycie?  To zapytajcie na przykład świętych. Biedaczyny z Asyżu pytać nie musicie. Sam to dawno powiedział czy wręcz wyśpiewał.”

 

,, CZARNA  STRUGA ”  -  fragment  z powieści  M.C. Abramowicza 

      ,,  Daleko za wzgórza cofnęły się lasy, ustępując polom opadającym łagodnie ku Czarnej Strudze, która dziś spokojna i senna tak, jakby w niej od wieków pławiły się tylko domowe gęsi i kaczki, jakby nigdy nie czerwieniła się od pożarów i krwi.

    ... nitką Ariadny była dla kupców wędrujących bursztynowym szlakiem, szukających wśród niezmierzonych borów i podstępnych bagien Czarnego Brodu i krótszej drogi z prastarego Kalisza przez Ląd nad Wartą i Kruszwicę do Gdańska.

     ... przez nieprzebyte bory płynęła. Przez bory złowrogie i groźne dla podróżnych z drugiego końca świata. I łaskawe dla wolnych myśliwych, pszczelarzy, garncarzy i smolarzy, którzy wzgardziwszy pańszczyzną, w lasach kryli swą wolność. Łaskawa dla tych, którzy uciekali przed prawem, najczęściej okrutnym i niesprawiedliwym, zamieniając się w opryszków lub wiecznych pielgrzymów, dla których bory były jednym i prawdziwym domem.

        Czarna Struga dobrotliwie omijała niejedną polanę, liliową pod jesień od wrzosów, gdzie na bezimiennych mogiłach wyrastała brzezina i skąd nieba było widać najwięcej. Żywiczny cień lasów kojącym plastrem kładł się na niejednej ludzkiej doli upodlonej i poranionej.

       ... płynie sobie Czarna Struga cichutko, jak klechda babuni w zimowy wieczór, gdy ogień trzaska w piecu, świszcze i dudni wiatr w kominie.

         Dla obcych i obojętnych - nieufna i niema, dla swoich - dobra i swojska.

      ...  powiadasz, że to nie topole i olchy tak szumią, ale pokutnicy sprzed lat śpiewają?- Nie! Tamte śpiewy nad Czarną Strugą słyszał ten młody księżyk, który skryty w głębokim cieniu anonimowości, wszystko, co zapamiętał spisał po latach wielu jako staruszek.

     ... powiadasz, że w tej rzece nie widzisz odbicia swej twarzy, że z mulistego dnia wychyla się twarz mniszki? -  Posłuchaj.    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz