15.07.2026

SOWIECKA PARTYZANTKA W REJONIE BIAŁOBŁOT

 

Działalność  partyzantki  sowieckiej  w rejonie  Białobłot – Grodźca – Zagórowa

 

  Działalność 4  sowieckich  grup  wywiadowczych,  operujących  we  wschodniej Wielkopolsce w  okresie od  sierpnia 1944r. do stycznia 1945r. można w znacznym  stopniu  przeanalizować  dzięki  opracowaniom  i  źródłom  z  czasów PRL-u: zeznaniom  osób  współpracujących,  wspomnieniom  Zenona Zawala,  opracowaniu  Romana Rybaka  pt. ,,Działalność radziecko-polskich grup spadochronowo-wywiadowczych w latach 1944/45 na  terenach zachodnich byłego  powiatu konińskiego oraz  książce Zenona  Szymankiewicza ,,Spadochrony  nad  okupowaną  Wielkopolską” . Czy obraz  tamtych  burzliwych  czasów, powstały  na  podstawie  tych  materiałów,  jest  prawdziwy ? - trudno jednoznacznie  zweryfikować.  Większą wiedzę  dałyby  dopiero  dokumenty  znajdujące  się  w Rosji i do dziś utajnione.  Pewnym  uzupełnieniem  wiedzy  o  sowieckich  grupach  wywiadowczych    natomiast  powstałe  po 1989r. opracowania: ,,NKWD i GRU na  ziemiach  polskich w  latach 1939-1945” oraz ,, Pretorianie - Polski Samodzielny Batalion Specjalny”.

Białobłoty - partyzancka wieś.  W okresie od  sierpnia/września 1944r. do stycznia 1945r. w Białobłotach  oraz  w okolicznych  lasach  i  miejscowościach  ukrywały się  i  działały  sowieckie  grupy wywiadowcze,  których  dowódcami  byli:  mjr Wiktor Skarżyński,  mjr Mikołaj Kozubowski, ppor Sergiusz Iljaszewicz, Owidij Gorczakow. Zakonspirowanym  punktem  kontaktowym  dla  wszystkich  grup  było  jedno  z  gospodarstw w Białobłotach - Krzyżówce. Tutaj  odbywali  swoje  spotkania,  posiadali  kryjówkę, w której  przechowywali  broń, amunicję, lekarstwa, radiostacje. Partyzanci  mieli  też  swoje  kryjówki  w  lasach, np. w rejonie Sahar. Część wtajemniczonych  mieszkańców pomagała  zwiadowcom  w  ukrywaniu się, dostarczał żywność, przekazywała informacje o Niemcach, o żandarmerii. Polacy współpracujący z  partyzantami, ryzykowali życie własne i swoich  rodzin. Groziło  im  to ze strony Niemców, lecz nie  tylko.  Jeden  ze współpracujących z sowietami, tak wspominał  nawiązanie kontaktu  z partyzantami: ,,…przybyły do mej zagrody w Białobłotach 4 osoby ubrane w mundury polskiego wojska. Była godzina 10,  gdy położyliśmy się spać. W pewnym momencie zapukano do drzwi, które otworzyłem. Żołnierze zapytali ,kto tu mieszka, a po odpowiedzi, że Polacy, obeszli  mieszkanie, sprawdzali  ilu ludzi się znajduje. Poprosili o jedzenie, które podaliśmy. Żołnierze  najedli się, mając  gotową  broń na  stole.  Zapowiedzieli, że przybędą  następnego  dnia  o 21. Przybył  tylko jeden żołnierz, który stwierdził, że nie  zdradziliśmy. Następnie  przybyło 6  żołnierzy, opowiedzieli, że  są z lasu partyzantami. Zapowiedzieli, że w razie  zdrady nas  sprzątną.” Każda z  działających w okolicach  Białobłot sowieckich grup wywiadowczych,  liczyła  od  kilku do  kilkunastu  partyzantów. Byli  to głównie Rosjanie oraz częściowo osoby znające język polski, np. byli żołnierze Wehrmachtu, którzy dostali się do niewoli i dla  ratowania życia przeszli na stronę sowiecką. Na wyposażeniu grup były: radiostacje, pistolety automatyczne, broń krótka, granaty, noże, mapy, środki opatrunkowe, środki pieniężne, (marki niemieckie, złote polskie, dolary), mundury sowieckie, polskie i niemieckie. Członkowie grup używali pseudonimów, oprócz  dowódcy  nie posiadali dokumentów. Uzyskiwane  informacje, przekazywali  za  pomocą  radiostacji ,,Siewier”,  do  sowieckiej ,,centrali”.  Najważniejszą osobą wśród  partyzantów  był  Owidij  Gorczakow - sowiecki  superagent czasów  wojny  i  powojnia. Na kanwie m.in. jego losów, został nakręcony słynny  wojenny  film szpiegowski  ,,Siedemnaście mgnień wiosny”.

 Sowieckie grupy  spadochronowe   pod  dowództwem  mjr Skarżyńskiego,  mjr Kozubowskego,   ppor Iljaszewicza, Owidija Gorczakowa   docierały do zachodniej części byłego powiatu  konińskiego od sierpnia 1944 r. / W czasie, kiedy  Sowieci bezczynnie  stali  swymi  wojskami   pod  walczącą  Warszawą, a  nawet  blokowali  pomoc dla  powstańców /. W krótkim czasie grupy te  rozwinęły na dużą skalę działalność wywiadowczą na terenie powiatów konińskiego, jarocińskiego, wrzesińskiego i kaliskiego. Zrzut grup wykonywały przeważnie samoloty typu  Li-2. Na pokład tego samolotu można było umieścić 16 skoczków wraz z wyposażeniem. Samoloty startowały z lotniska w Kobryniu i Brześciu nad Bugiem. Ośrodek łączności radiowej z grupami wywiadowczymi  znajdował się w Brześciu n. Bugiem. Stacja nadawczo-odbiorcza dalekiego  zasięgu typu ”Siewier” pozwalał na utrzymanie kontaktu ,,centrali”  z  poszczególnymi grupami. Za pośrednictwem radiostacji otrzymywano rozkazy i wskazówki oraz w drugą stronę  przekazywano do ,,centrali”  zdobyte informacje  i  nazwiska osób zwerbowanych.  Podstawową  kadrę w grupach  spadochronowo – wywiadowczych  stanowili odpowiednio przygotowani  żołnierze sowieccy. Polacy  lub  osoby  polskojęzyczne  wchodzące  w skład  grup wywiadowczych, byli wcześniej przeszkoleni w Samodzielnym Batalionie Specjalnym,  który został sformowany na terenie  Związku  Sowieckiego w październiku 1943r. W rejonie działania, wywiadowcy ostrożnie nawiązywali  kontakt  z  miejscową  ludnością polską , wśród której poszukiwali kandydatów do współpracy.

Grupa ,,mjr Wiktora Skarżyńskiego”.  W nocy 25/26 sierpnia 1944r. na terenie  Kolonii Anielewo gm. Pyzdry desantowana  została 10-osobowa grupa wywiadowcza pod  dowództwem  sowieckiego oficera występującego pod  pseudonimem   ,,mjr Wiktor Skarżyński”. W grupie tej znajdował się jedyny Polak o nazwisku Stanisław  Stelmach  ps. ,,Gil”, pochodzący z Wołynia.  Nazajutrz  po zrzucie grupy ”Skarżyńskiego” mieszkaniec Kolonii Anielewo Zenon  Łukaszewicz  jadąc wozem konnym do leśniczówki Kamień, ujrzał  na  drzewie spadochron,   który postanowił zdjąć. W trakcie zdejmowania  spadochronu, został on dostrzeżony przez jednego z gospodarzy tej wsi, który fakt ten zgłosił sołtysowi Pankrosowi. Ażeby Uniknąć kłopotów, ojciec Zenona Łukaszewicza poczynił usilne starania, ażeby zapobiec zgłoszeniu tej sprawy przez sołtysa do żandarmerii. Po otrzymaniu odpowiedniego wynagrodzenia, zarówno sołtys, jak i rolnik, który dostrzegł Zenona Łukaszewicza na drzewie, nie zgłosili tego faktu żandarmerii w Pyzdrach. Krążący nad Prosną  i Wartą samolot sowiecki i spowodował  natychmiastową reakcję posterunków żandarmerii w Pyzdrach, Szymanowicach i w Zagórowie. Niemcy zmobilizowali znaczne siły policji oraz uzbrojonych kolonistów celem przeszukania rejonu Warta-Prosna i lasy Pyzdrskie .W trakcie tej akcji Niemcy natknęli się na doraźnie zorganizowaną kryjówkę skoczków w zaroślach  nad  rzeką Prosną. Wywiadowcy otworzyli ogień do zbliżających się Niemców zabijając  hitlerowca z Pyzdr  Disterhefta,  a następnie wykorzystując zamieszanie, zdołali zbiec w kierunku Anielewa, zabierając ze sobą tylko radiostację. Pozostały sprzęt dostał się w ręce Niemców. Wywiadowcy ,,Skarżyńskiego” dotarli do zabudowań Stanisława i Heleny Łukaszewiczów w Anielewie. Dowódca  grupy po wstępnej rozmowie poprosił o doraźne ukrycia grupy i zorganizowania wyżywienia. Rodzina Łukaszewiczów wyraziła zgodę na przechowanie skoczków w stodole. Tam też wywiadowcy wykopali kryjówkę z zamaskowanym wejściem przez krzewy i zarośla znajdujące się tuż przy stodole. W dachu stodoły umieścili antenę dla swej radiostacji.  Drugą kryjówkę zorganizowano w gospodarstwie Stanisława Szymańskiego w osadzie Grądzeń Las. Kontakty nawiązane przez wywiadowców ”Skarżyńskiego” z ludnością polską stopniowo się rozwijały, wzrastała liczba osób współpracujących z grupą. Współpracownikiem  grupy ,,Skarżyńskiego” został  też  Jan Grajek, będący w 1944 r.  listonoszem w Szymanowicach. Jako listonosz  mógł się swobodnie poruszać w terenie, znał okolicznych  Niemców, co pozwoliło mu na przekazywanie informacji wywiadowcom  ,, Skarżyńskiego”. Za pośrednictwem Jana Grajka do współpracy zostali wciągnięci Roman Grzelczak, Bronisław Roszak oraz  Bogdan Sroczyński.

W trakcie nawiązywania kontaktów z ludnością polską ,,Skarżyńskiemu” udało się odnaleźć ukrywającego  się  przed  Niemcami  w  rejonie  Smoleńca - Zenona  Zawala.  Do pierwszego spotkania z  Zawalem  doszło w mieszkaniu  Franciszka Wilczyńskiego we wsi  Wrąbczykowskie Holendry. Wkrótce Zawal stał się przewodnikiem grupy wywiadowców w zachodniej części ówczesnego powiatu konińskiego. Niebawem zwerbował do  współpracy  między innymi  Jana Iglewskiego, Franciszka Glapińskiego i innych. Do współpracy z oddziałem ,,Skarżyńskiego” został wciągnięty również ojciec Zenona Zawala – Stanisław,  mający swoje gospodarstwo w Smoleńcu.  W zabudowaniach tego gospodarstwa wykonano  kryjówkę dla wywiadowców. / Szerzej  o oddziale ,,mjr Wiktora Skarżyńskiego”  we  wspomnieniach  Zenona  Zawala/.

W  styczniu 1945r.  w  czasie  przechodzenia wojennego  frontu,  oddział  ,,Skarżyńskiego”  stacjonujący  w majątku  Ciemierów  został  okrążony przez  jednostkę  Armii Czerwonej. Doszło do strzelaniny,  gdyż – jak relacjonuje w  swym  opracowaniu  Roman Rybak –  miano  podejrzewać, że  w  majątku  ukrywają  się  własowcy. Po  otrzymaniu  informacji   ze  Sztabu I Frontu Białoruskiego, strzelaninę  przerwano. ,,Skarżyński” otrzymał  rozkaz  stawienia  się ze swą  grupą  na  punkt  zborny  w  Kutnie.

 Grupa  ,,mjr Mikołaja  Kozubowskiego” ( ,,Merkuriusza”). 16-osobowa grupa zwiadowcza pod dowództwem ,,mjr Mikołaja  Kozubowskiego” została desantowany na terenie Puszczy Noteckiej w miejscowości Obelżanki w  nocy 15/16 sierpnia 1944r. W rejonie  tym,  na  skutek  ciągłych obław,  doznała   znacznych  strat w ludziach  i  sprzęcie.  Na polecenie ,,centrali” ,,mjr Kozubowski”  z pozostałymi wywiadowcami  ruszył w kierunku Wielkopolski wschodniej. Prowadził swoich wywiadowców daleką i okrężną drogą poprzez  rejony Chodzieży, Żnina, Trzemeszna,  Powidza w kierunku Zagórowa. Po sforsowaniu Warty dotarł  przez lasy pyzdrskie  do Białobłot. Pierwszy kontakt  grupa ,,mjr Kozubowskiego”, licząca już tylko 6 osób, w dniu  8 listopada 1944 r.  nawiązała  z rodziną Jana Osmana,  mieszkającą na  skraju wsi Białobłoty, gdzie też okresowo znalazła schronienie. Wywiadowcy ,,Kozubowskiego” rozpytywali rodzinę Osmanów o sytuację  panującą  w  tych okolicach, o położenie ludności polskiej, o rozmieszczenie posterunków żandarmerii  itp. Następnie ,,Kozubowski” dotarł ze swoją grupą w rejon Lądka, Zaguźnicy i Ciświcy Nowej. W Lądku  ludzie ,,Kozubowskiego”  nawiązali  kontakt  z Zygmuntem Swiderskim, który był  kowalem  w tej wsi. Rodzina Swiderskich udzielała  pomocy wywiadowcom , m.in. pomagała w  urządzeniu ziemianki w lesie zaguźnickim.  Dom Swiderskich stał się miejscem częstej bytności  wywiadowców. Wywiadowcy udali się również do zabudowań  Marii  Kopaczewskiej w Zaguźnicy. Maria Kopaczewska  wraz ze swoją córką żywiła  i opierała całą grupę.  Wkrótce dwóch wywiadowców,, Kozubowskiego” – Konstanty Różko  i Michał Smal, nawiązali kontakt  z  rodziną Bolesława Haka zamieszkałego tuż przy lesie. Przychodzący  tam coraz częściej ludzie ,,Kozubowskiego” wciągnęli do współpracy  trzech synów i córkę Bolesława Haka. Żona Bolesława Haka z córką Sabiną zajmowały się żywieniem wywiadowców ,,Kozubowskiego”, a niebawem  również i wywiadowców oddziału dowodzonego przez Sergiusza Iljaszewicza.

Żandarmeria z Grodźca poszukując  spadochroniarzy sowieckich, w nocy z 23/24 grudnia 1944 roku otoczyła leśniczówkę w Ciświcy Nowej, w której mieszkał Stefan Dutkiewicz z żoną i małym dzieckiem. Tego wieczoru w domu Dutkiewiczów przebywało trzech skoczków. Żandarmi wezwali partyzantów do poddania się,  na co skoczkowie odpowiedzieli ogniem z pistoletów maszynowych. Wykorzystując popłoch i zamieszanie wśród żandarmerii, wywiadowcy zbiegli do pobliskiego lasu nie ponosząc żadnych strat. Żandarmi natychmiast zatrzymali  Dutkiewicza i jego żonę. Doprowadzeni na posterunek w Grodźcu zostali tam mocno pobici. Nazajutrz dostarczono Stefana Dudkiewicza do komendy Gestapo w  Koninie. W trakcie konwojowania przez miasto Konin, Stefan Dutkiewicz zaatakował konwojenta, a następnie zbiegł do mieszkania swojej krewnej Marii Sztejkowskiej,  zamieszkałej przy ulicy Stasica. Stąd  nocą w stroju kobiecym  udał sie do wsi Jaroszewice Grodzieckie, gdzie aż do wyzwolenia  ukrywał  się w domu  Walentego Szczepaniaka. Niemcy pozostawili żonę Dutkiewicza w Ciświcy Nowej,  prowadząc jednocześnie obserwacje w dzień  i w nocy, celem ponownego ujęcia Stefana Dutkiewicza. Akcja ta nie przyniosła oczekiwanego rezultatu.

 Grupa ,,ppor Sergiusza Iljaszewicza”  (ps. ,,Zygmunta Sokołowskiego”).  Oddział  ,,ppor Sergiusza Iljaszewicza”  w nocy  6/7 września1944r. został desantowany w rejonie Puszczy Noteckiej na skraju wsi Sokołowo. Grupa  spadochronowa liczyła  początkowo 11 osób, w  tym  9-ciu  z Samodzielnego Batalionu Specjalnego LWP, z czego 6-ciu,  to byli  żołnierze Wehrmachtu, którzy  przeszli na  stronę  sowiecką.  Na wskutek organizowanych obław przez wojsko i żandarmerię  niemiecką, oddział  poniósł straty w ludziach i sprzęcie, dlatego otrzymał polecenie z ,,centrali”, ażeby przeszedł  do wykonywania dalszych  zadań,  na teren  Wielkopolski wschodniej.  Miejscem  bazowania miały być lasy białobłockie i grodzieckie. W nocy z 21 na 22 października 1944r. oddział dotarł  do wsi Białobłoty, gdzie został przyjęty przez  rodzinę Józefa Hohenzy, a następnie przez rodzinę Jana Osmana .

Do pierwszego spotkania grup wywiadowczych,, Kozubowskiego”  i  ,,Iljaszewicza”  doszło w połowie listopada w domu Hohenzy.  Któregoś wieczoru ,,Iljaszewicz” ze swymi wywiadowcami  przyszedł do Hohenzy,  po odbiór narzędzi do budowy ziemianki. Podchodząc do zabudowań usłyszał rozmowę wielu osób o wyraźnie wschodnim akcencie. Z pistoletem maszynowym w ręku otworzył drzwi i zauważył siedzących przy stole ludzi umundurowanych, którzy zerwali się z miejsc i chwycili za broń. O mało nie doszło do strzelaniny. ,,Kozubowski” wyjaśnił ,,Iljaszewiczowi”, że jest to grupa partyzancka, której jest dowódcą. Po wstępnej rozmowie między obu dowódcami  ustalono termin następnego spotkania, w celu omówienia zasad współpracy.  Iljaszewicz  polecił nadać za Wisłę wiadomość o odnalezieniu w rejonie Białobłot ,,Kozubowskiego” wraz z pięcioma wywiadowcami. Wkrótce doszło do ścisłej współpracy obu grup. Dowódcy zdecydowali o budowie wspólnej ziemianki w oddziale leśnym zwanym ,,Sahara”.  Obie grupy zapewniały sobie punkty kontaktowe w zabudowaniach  Jana Osmana, Józefa Hohenzy, Jana Jaszczaka w Białobłotach,  Cecylii  Ogórkiewicz w Ciświcy Starej, Bolesława Haka w Zaguźnicy,  Franciszka Lewandowskiego  w Lądku  oraz  Stefana Dutkiewicza w Ciświcy Nowej.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                              

 Grupa  Owidija Gorczakowa  ( ps. ,,Kulczycki" ).   Owidij  Gorczakow  na  teren  Wielkopolski wschodniej zrzucony został  jako  ostatni,  po tym  jak  teren został  już dobrze  rozpoznany przez   sowieckich spadochroniarzy. Jego grupa desantowana była w  rejonie Wierzchy-Orlina Duża. Oddalając się od  miejsca zrzutu,  grupa dotarła do Białobłot. Na skraju  tej wsi, w lesie znajdowały sie zabudowania Jana Osmana. Tam  grupa okresowo znalazła schronienie. Po pewnym czasie partyzanci opuścili  zabudowania Osmanów  i zakwaterowali  się w nowo zbudowanej ziemiance, na terenie lasów należących do leśnictwa Biała Królikowska, gdzie leśniczym był  Niemiec Meller. Meller wiedział, że na terenie jego lasów znajdują się spadochroniarze, ale faktu tego nie zgłosił żandarmerii w Grodźcu. Wywiadowcy zapobiegawczo  obserwowali  jednak Mellera. Sam  Gorczakow  natomiast,  nadal  pozostał w zagrodzie Jana Osmana, ukrywając się w specjalnie przygotowanej kryjówce w stajni. Zwerbowano do współpracy między innymi: rodzeństwo Józefę i Józefa Osmanów, Jana Jaszczaka, Józefa Hohezę  i  innych.  Wywiadowcy Gorczakowa  interesowali się umocnieniami  na Warcie, a szczególnie transportami wojskowymi przechodzącymi przez Jarocin, Kalisz, Konin.

  W nocy z 24 na 25 grudnia 1944 r. na polecenie ,,Kozubowskiego” i  Gorczakowa,  Józef Osman z pomocą Jana Jaszczaka  i  w  obstawie uzbrojonych wywiadowców,  przewiózł wozem konnym,  do kryjówki znajdującej  się w jego  zabudowaniach gospodarczych, pojemnik  z bronią, amunicją,  żywnością i lekami, który wcześniej  zrzucony  został w rejonie Wierzchy- Orlina Duża,  przez samolot sowiecki. Wykonanie tego zadania  było  niebezpieczne,  ponieważ teren ten był penetrowany przez miejscowych uzbrojonych  kolonistów  niemieckich oraz  żandarma Feniga. Pojemniki  te, początkowo  miały być zakopane w lesie, ale  nie  zrobiono tego, gdyż wykopane w śniegu doły,  łatwo  by było  odkryć.

Po strzelaninie  w  Ciświcy i  ucieczce Dutkiewicza, Niemcy zmogli poszukiwania  partyzantów  i dotarli do Białobłot, dokonując w dniu 27 grudnia 1944r.  rewizji w zabudowaniach  rodziny Osmanów. Podczas  przesłuchiwania, żandarmi dotkliwie pobili domowników, najmocniej  Helenę Osmanową  oraz  jej córkę Józefę.  W późnych godzinach nocnych ukrywający się tam  Gorczakow, wyszedł z kryjówki i udzielił  pomocy brutalnie pobitym członkom rodziny Osmanów. Wyjaśnił poszkodowanym, że nie mógł stanąć w ich obronie, ponieważ mogłoby dojść do strzelaniny, której skutki byłyby fatalne. Żandarmeria nie znalazła ukrywających  się skoczków. 

 Przejście wojennego  frontu.  Podczas ofensywy  Armii Czerwonej w styczniu 1945r,. na polecenie „centrali”  grupy wywiadowcze podjęły walkę  z cofającymi  się  rozbitkami  armii  niemieckiej. Wywiadowcy oraz ich współpracownicy prowadzili obserwację  ruchu wojsk niemieckich. W wyniku tych obserwacji  ustalono, że we wsi Lądek  zakwaterowała się  grupa żołnierzy niemieckich. ,,Kozubowski”  i ,,Iljaszewicz” wydali  rozkaz   zaatakowania  Niemców,  których  było  około 15 osób. W akcji  tej obok wywiadowców udział  brali również ich  współpracownicy: Bogumił Simon, Franciszek Lewandowski oraz trzech braci Haków ( Mieczysław, Witold, Stanisław ). 23 stycznia 1945r.  po otoczeniu  zabudowań,  w których  przebywali  Niemcy, doszło do  strzelaniny, w  której - wg oficjalnej  wersji- zginął od  niemieckiej kuli  Bogumił Simon. Niemcy zorientowawszy się, że  nie  mają  szans, poddali  się do niewoli i zostali rozbrojeni .  / Po 1989r.  pojawiły się również  inne wersje śmierci Bogumiła  Simona.  Natomiast  25.08.2011r. członkowie  Stowarzyszenia ,,Pomost” w  lesie  między  Lądkiem  a  Zaguźnicą  ekshumowali szczątki  12 żołnierzy niemieckich, z których 4 zostało zidentyfikowanych. Wg  zdobytej przez  nich  relacji, miało tam  dojść do egzekucji, której świadkiem  był  młody chłopak,  mieszkający naprzeciwko lasu. Po powrocie do domu,  był  blady  jak ściana  i z nikim nie chciał rozmawiać. /

    Zdzisław Kulawinek  na  podstawie  źródeł własnych, w swojej  książce pt.  ,,Tam, gdzie konwalie”, odnośnie  zabitych  w Lądku  i  działalności  sowieckiej partyzantki,  wyraził   następującą opinię :  ,, Byli to młodzi ludzie, których jednostki zostały rozbite. Szukali schronienia. Znaleźli je na krótko, bo już 21 i 22 stycznia ( ? ) zostali zabici. Na tych terenach dość prężnie działały oddziały partyzantów. Ich założycielami byli spadochroniarze zrzuceni pod koniec 1944 roku w okolicach Lądku. Pozyskiwali do swoich grup chętnych mężczyzn z pobliskich wiosek, zaopatrywali ich w broń i amunicję. Nadawano oddziałom nazwy od rosyjsko brzmiących imion. Ich działanie  mało miało wspólnego ze zwiadem. Szukali pojedynczych żołnierzy niemieckich lub ich małe grupy i najczęściej zabijano ich. Ci sami partyzanci nie gardzili ograbianiem pozostawionych lub zamieszkanych jeszcze gospodarstw niemieckich. Ale zdarzało się, że i polskich."

  Bogumił Simon został pochowany  z honorami wojskowymi na cmentarzu w Królikowie. W pogrzebie wzięli udział współtowarzysze  walki, okoliczna ludność oraz matka Bogumiła –Zofia Simon.  Zofia Simon, która  po wojnie została  sędzią  Sądu Wojewódzkiego we Wrocławiu, życzyła sobie, żeby po jej śmierci pochować    obok  jedynego syna.

   W pierwszych dniach  lutego 1945r. grupy wywiadowcze „Skarżyńskiego”, ,,Kozubowskiego”, ,,Iljaszewicza”,  Gorczakowa  zostały odkomenderowane  na punkt  zborny w Kutnie, gdzie oczekiwał ich przedstawiciel  Sztabu  I Frontu Białoruskiego - płk. Biełow.

 

 

                                                         Piotr  Czajczyński,   Białobłoty -  lipiec 2026

9.07.2026

GMINA GIZAŁKI PO PIĘĆDZIESIĄTCE - BILANS ZYSKÓW I STRAT ...

 GMINA  GIZAŁKI  PO  PIĘĆDZIESIĄTCE  -  CZYLI    OKOŁOROCZNICOWY  

 BILANS  ZYSKÓW  I  STRAT 


 [  Prosimy  o  przesyłanie  refleksji, opinii,  uwag  oraz  danych  do powyższego  tematu  na  adres :         pczajcz@onet.eu  ] 

26.05.2026

POECI O MARIANIE CEZARYM ABRAMOWICZU

 

POECI

O  MARIANIE  CEZARYM  ABRAMOWICZU

 

 

 Maria Magdalena Pocgaj

 

                                       Wiersz w kolorze niebieskim

 

                                                                          

                                        Co słychać, wieczny wędrowcze,

                                        dokąd idziesz duktami spowitymi w ciszę?

                                        Czy rozpoznałeś już po głosie

                                        wszystkie niebieskie ptaki,

                                        a nadzieja ma kolor twoich oczu?

 

 

                                        Komu niesiesz pęki chabrów, niezapominajek

                                        gdy powracasz z szafirowych pól i łąk,

                                        czy nadal jak mały chłopiec o zbyt wielkim sercu

                                        postrzegasz siostrę naturę w urokach i zadziwieniach?

 

                                        Zapewne to, czym teraz żyjesz,

                                        nie znajduje odniesienia w słowach.

 

                                        Ale zanim przetoczy się w niebie

                                        kolejny wóz modrej jesieni, nim na stoły trafią

                                        dobre, serdeczne chleby i nowe drzewo

                                        zaniebieści się w twoim ogrodzie,

 

                                        ty wszystkiemu i wszystkim

                                        właściwe nadasz imiona. 

 

                                                                                                                        Poznań, 2002 





 Anna Elżbieta Zalewska

                                        Poeta i róża

                                                                     

                                   

                                       W spokojnej przystani

                                       wśród nazywanych drzew

                                       w świątyni samotności

                                       w której zawieszasz swój

                                       krzyż

                                       niesiesz ciszę i radość

                                       w kielichu róży.

                                       Wrażliwość na świat

                                       otworzyłeś jak mimozę

                                       którą trzeba chronić

                                       jak ptaki w zimę.

  

                                       Powieszę na płocie twojego domu

                                       słodki pokarm życzliwości.

 

                                                                                                                  Poznań, 1994




 

Lech Konopiński

                                     Pamięci wspaniałego Czarka

 

                                           Czas tak ucieka niby zając

                                           lecz trudno zejść ze sceny.

                                           Wspaniali ludzie umierają,

                                           a my, psiakrew, żyjemy.

 

                                                                                                               Gizałki, 1999



 Helena Grodziej

                                         Pamięci Cezarego Abramowicza                                        

                                                 Osierociłeś drzewa zasadzone

                                                 przed twoim domem

                                                 komu teraz ptaki

                                                 będą wykradały nasiona

                                         

                                                 Cicho

                                                 nad ranem

                                                 pękła nić wiążąca życie

                                                 - od dzieciństwa biegło pod wiatr

 

                                                 Na przekór stetoskopom

                                                 srogich wyroków rentgenowskich zdjęć

                                                 niosłeś w dłoniach wiersze

                                                 dojrzałe jak wiśnie

                                                 z pogodnego sadu

                                                 dla siebie chowałeś pestkę goryczy

 

                                                 Zostały wiosny i jesienie -

                                                 wdowy po słowach pachnących

                                                 urodą dojrzałego zboża

                                                 majestatem borów

                                              

                                                 Kto słow twoich nie zgubi

                                                 w natłoku mściwych dni

                                                 przetrwa w pożodze jasnych barw

 

                                                                                                    Poznań , 5 marca 1997 r.


 

 

 

 

Paweł Kuszyński

                                                      Biała  Królikowska

                 

                                                        Tu białe jest wszystko,

                                                        nawet błoto:

                                                        Białobłoty-poczta,

                                                        Przez którą świat przychodził

                                                        do poety,

                                                        a Biała Królikowska rodziła

                                                        mu duszę.

                                                        Dobroć rozpoznana przez dzieci

                                                        w błękicie uśmiechu

                                                        niewinnym jak przeznaczenie.

                                                        W Czarnej Strudze, która

                                                        płynie tutaj na początku,

                                                        jest czysta woda,

                                                        skowronki ją piją

                                                        by mogły latać wysoko,

                                                        samotne i bezbronne jak niebo

                                                        nad pełnym morzem.

 

                                                                                                                Poznań, 1998



 

Łucja Danielewska              

                                  W twoim znużonym od zimy lesie                                      

                                             W twoim znużonym od zimy lesie

                                             pęk posiwiałej trawy

                                             związuje na wietrze

                                             badyle wspomnień

 

                                             Lis kity płomieniem

                                             resztki śniegu zmiata

 

                                             Płochliwa łania

                                             przeważa w krzewinach

                                             metaforę lęku

 

                                             a biały zając słowa

                                             krajkę miedzy

                                             naciąga ku przedwiośniu

 

                                             W twoim znużonym od zimy lesie 

                                             trwa polowanie

                                             na grubego zwierza oddechu

                                             grającego zwycięstwo

                                             na trąbce rannych płuc  

 

                                                                                                              Poznań, 1986