Działalność partyzantki
sowieckiej w rejonie Białobłot – Grodźca – Zagórowa
Działalność 4 sowieckich
grup wywiadowczych, operujących
we wschodniej Wielkopolsce w okresie od
sierpnia 1944r. do stycznia 1945r. można w znacznym stopniu
przeanalizować dzięki opracowaniom
i źródłom z
czasów PRL-u: zeznaniom osób współpracujących, wspomnieniom
Zenona Zawala, opracowaniu Romana Rybaka
pt. ,,Działalność radziecko-polskich grup spadochronowo-wywiadowczych w
latach 1944/45 na terenach zachodnich
byłego powiatu konińskiego oraz książce Zenona Szymankiewicza ,,Spadochrony nad
okupowaną Wielkopolską” . Czy
obraz tamtych burzliwych
czasów, powstały na podstawie
tych materiałów, jest
prawdziwy ? - trudno jednoznacznie zweryfikować. Większą wiedzę dałyby dopiero
dokumenty znajdujące się w
Rosji i do dziś utajnione. Pewnym
uzupełnieniem wiedzy o
sowieckich grupach wywiadowczych
są natomiast powstałe po 1989r. opracowania: ,,NKWD i GRU na
ziemiach polskich w latach 1939-1945” oraz ,, Pretorianie -
Polski Samodzielny Batalion Specjalny”.
Białobłoty - partyzancka wieś. W okresie od sierpnia/września 1944r. do stycznia 1945r. w
Białobłotach oraz w okolicznych
lasach i miejscowościach ukrywały się
i działały sowieckie
grupy wywiadowcze, których dowódcami
byli: mjr Wiktor Skarżyński, mjr
Mikołaj Kozubowski, ppor Sergiusz Iljaszewicz, Owidij Gorczakow. Zakonspirowanym punktem
kontaktowym dla wszystkich
grup było jedno
z gospodarstw w Białobłotach -
Krzyżówce. Tutaj odbywali swoje
spotkania, posiadali kryjówkę, w której przechowywali
broń, amunicję, lekarstwa, radiostacje. Partyzanci mieli
też swoje kryjówki
w lasach, np. w rejonie Sahar.
Część wtajemniczonych mieszkańców
pomagała zwiadowcom w
ukrywaniu się, dostarczał żywność, przekazywała informacje o Niemcach, o
żandarmerii. Polacy współpracujący z
partyzantami, ryzykowali życie własne i swoich rodzin. Groziło im to
ze strony Niemców, lecz nie tylko. Jeden
ze współpracujących z sowietami, tak wspominał nawiązanie kontaktu z partyzantami: ,,…przybyły do mej zagrody w Białobłotach 4 osoby ubrane w mundury
polskiego wojska. Była godzina 10, gdy
położyliśmy się spać. W pewnym momencie zapukano do drzwi, które otworzyłem.
Żołnierze zapytali ,kto tu mieszka, a po odpowiedzi, że Polacy, obeszli mieszkanie, sprawdzali ilu ludzi się znajduje. Poprosili o jedzenie,
które podaliśmy. Żołnierze najedli się,
mając gotową broń na
stole. Zapowiedzieli, że
przybędą następnego dnia o
21. Przybył tylko jeden żołnierz, który
stwierdził, że nie zdradziliśmy. Następnie przybyło 6
żołnierzy, opowiedzieli, że są z
lasu partyzantami. Zapowiedzieli, że w razie
zdrady nas sprzątną.” Każda
z działających w okolicach Białobłot sowieckich grup wywiadowczych, liczyła
od kilku do kilkunastu
partyzantów. Byli to głównie
Rosjanie oraz częściowo osoby znające język polski, np. byli żołnierze
Wehrmachtu, którzy dostali się do niewoli i dla
ratowania życia przeszli na stronę sowiecką. Na wyposażeniu grup były:
radiostacje, pistolety automatyczne, broń krótka, granaty, noże, mapy, środki
opatrunkowe, środki pieniężne, (marki niemieckie, złote polskie, dolary),
mundury sowieckie, polskie i niemieckie. Członkowie grup używali pseudonimów,
oprócz dowódcy nie posiadali dokumentów. Uzyskiwane informacje, przekazywali za
pomocą radiostacji
,,Siewier”, do sowieckiej ,,centrali”. Najważniejszą osobą wśród partyzantów
był Owidij Gorczakow -
sowiecki superagent czasów wojny
i powojnia. Na kanwie m.in. jego
losów, został nakręcony słynny
wojenny film szpiegowski ,,Siedemnaście mgnień wiosny”.
Sowieckie grupy spadochronowe pod dowództwem mjr Skarżyńskiego, mjr Kozubowskego, ppor Iljaszewicza, Owidija Gorczakowa docierały do zachodniej części byłego powiatu konińskiego od sierpnia 1944 r. / W czasie, kiedy Sowieci bezczynnie stali swymi wojskami pod walczącą Warszawą, a nawet blokowali pomoc dla powstańców /. W krótkim czasie grupy te rozwinęły na dużą skalę działalność wywiadowczą na terenie powiatów konińskiego, jarocińskiego, wrzesińskiego i kaliskiego. Zrzut grup wykonywały przeważnie samoloty typu Li-2. Na pokład tego samolotu można było umieścić 16 skoczków wraz z wyposażeniem. Samoloty startowały z lotniska w Kobryniu i Brześciu nad Bugiem. Ośrodek łączności radiowej z grupami wywiadowczymi znajdował się w Brześciu n. Bugiem. Stacja nadawczo-odbiorcza dalekiego zasięgu typu ”Siewier” pozwalał na utrzymanie kontaktu ,,centrali” z poszczególnymi grupami. Za pośrednictwem radiostacji otrzymywano rozkazy i wskazówki oraz w drugą stronę przekazywano do ,,centrali” zdobyte informacje i nazwiska osób zwerbowanych. Podstawową kadrę w grupach spadochronowo – wywiadowczych stanowili odpowiednio przygotowani żołnierze sowieccy. Polacy lub osoby polskojęzyczne wchodzące w skład grup wywiadowczych, byli wcześniej przeszkoleni w Samodzielnym Batalionie Specjalnym, który został sformowany na terenie Związku Sowieckiego w październiku 1943r. W rejonie działania, wywiadowcy ostrożnie nawiązywali kontakt z miejscową ludnością polską , wśród której poszukiwali kandydatów do współpracy.
Grupa ,,mjr Wiktora Skarżyńskiego”. W nocy 25/26 sierpnia 1944r. na terenie Kolonii Anielewo gm. Pyzdry desantowana została 10-osobowa grupa wywiadowcza pod dowództwem sowieckiego oficera występującego pod pseudonimem ,,mjr Wiktor Skarżyński”. W grupie tej znajdował się jedyny Polak o nazwisku Stanisław Stelmach ps. ,,Gil”, pochodzący z Wołynia. Nazajutrz po zrzucie grupy ”Skarżyńskiego” mieszkaniec Kolonii Anielewo Zenon Łukaszewicz jadąc wozem konnym do leśniczówki Kamień, ujrzał na drzewie spadochron, który postanowił zdjąć. W trakcie zdejmowania spadochronu, został on dostrzeżony przez jednego z gospodarzy tej wsi, który fakt ten zgłosił sołtysowi Pankrosowi. Ażeby Uniknąć kłopotów, ojciec Zenona Łukaszewicza poczynił usilne starania, ażeby zapobiec zgłoszeniu tej sprawy przez sołtysa do żandarmerii. Po otrzymaniu odpowiedniego wynagrodzenia, zarówno sołtys, jak i rolnik, który dostrzegł Zenona Łukaszewicza na drzewie, nie zgłosili tego faktu żandarmerii w Pyzdrach. Krążący nad Prosną i Wartą samolot sowiecki i spowodował natychmiastową reakcję posterunków żandarmerii w Pyzdrach, Szymanowicach i w Zagórowie. Niemcy zmobilizowali znaczne siły policji oraz uzbrojonych kolonistów celem przeszukania rejonu Warta-Prosna i lasy Pyzdrskie .W trakcie tej akcji Niemcy natknęli się na doraźnie zorganizowaną kryjówkę skoczków w zaroślach nad rzeką Prosną. Wywiadowcy otworzyli ogień do zbliżających się Niemców zabijając hitlerowca z Pyzdr Disterhefta, a następnie wykorzystując zamieszanie, zdołali zbiec w kierunku Anielewa, zabierając ze sobą tylko radiostację. Pozostały sprzęt dostał się w ręce Niemców. Wywiadowcy ,,Skarżyńskiego” dotarli do zabudowań Stanisława i Heleny Łukaszewiczów w Anielewie. Dowódca grupy po wstępnej rozmowie poprosił o doraźne ukrycia grupy i zorganizowania wyżywienia. Rodzina Łukaszewiczów wyraziła zgodę na przechowanie skoczków w stodole. Tam też wywiadowcy wykopali kryjówkę z zamaskowanym wejściem przez krzewy i zarośla znajdujące się tuż przy stodole. W dachu stodoły umieścili antenę dla swej radiostacji. Drugą kryjówkę zorganizowano w gospodarstwie Stanisława Szymańskiego w osadzie Grądzeń Las. Kontakty nawiązane przez wywiadowców ”Skarżyńskiego” z ludnością polską stopniowo się rozwijały, wzrastała liczba osób współpracujących z grupą. Współpracownikiem grupy ,,Skarżyńskiego” został też Jan Grajek, będący w 1944 r. listonoszem w Szymanowicach. Jako listonosz mógł się swobodnie poruszać w terenie, znał okolicznych Niemców, co pozwoliło mu na przekazywanie informacji wywiadowcom ,, Skarżyńskiego”. Za pośrednictwem Jana Grajka do współpracy zostali wciągnięci Roman Grzelczak, Bronisław Roszak oraz Bogdan Sroczyński.
W trakcie nawiązywania kontaktów z ludnością polską ,,Skarżyńskiemu” udało się odnaleźć ukrywającego się przed Niemcami w rejonie Smoleńca - Zenona Zawala. Do pierwszego spotkania z Zawalem doszło w mieszkaniu Franciszka Wilczyńskiego we wsi Wrąbczykowskie Holendry. Wkrótce Zawal stał się przewodnikiem grupy wywiadowców w zachodniej części ówczesnego powiatu konińskiego. Niebawem zwerbował do współpracy między innymi Jana Iglewskiego, Franciszka Glapińskiego i innych. Do współpracy z oddziałem ,,Skarżyńskiego” został wciągnięty również ojciec Zenona Zawala – Stanisław, mający swoje gospodarstwo w Smoleńcu. W zabudowaniach tego gospodarstwa wykonano kryjówkę dla wywiadowców. / Szerzej o oddziale ,,mjr Wiktora Skarżyńskiego” we wspomnieniach Zenona Zawala/.
W styczniu 1945r. w czasie przechodzenia wojennego frontu, oddział ,,Skarżyńskiego” stacjonujący w majątku Ciemierów został okrążony przez jednostkę Armii Czerwonej. Doszło do strzelaniny, gdyż – jak relacjonuje w swym opracowaniu Roman Rybak – miano podejrzewać, że w majątku ukrywają się własowcy. Po otrzymaniu informacji ze Sztabu I Frontu Białoruskiego, strzelaninę przerwano. ,,Skarżyński” otrzymał rozkaz stawienia się ze swą grupą na punkt zborny w Kutnie.
Grupa ,,mjr Mikołaja Kozubowskiego” ( ,,Merkuriusza”). 16-osobowa
grupa zwiadowcza pod dowództwem ,,mjr Mikołaja
Kozubowskiego” została desantowany na terenie Puszczy Noteckiej w
miejscowości Obelżanki w nocy 15/16
sierpnia 1944r. W rejonie tym, na
skutek ciągłych obław, doznała
znacznych strat w ludziach i
sprzęcie. Na polecenie ,,centrali” ,,mjr
Kozubowski” z pozostałymi
wywiadowcami ruszył w kierunku Wielkopolski
wschodniej. Prowadził swoich wywiadowców daleką i okrężną drogą poprzez rejony Chodzieży, Żnina, Trzemeszna, Powidza w kierunku Zagórowa. Po sforsowaniu
Warty dotarł przez lasy pyzdrskie do Białobłot. Pierwszy kontakt grupa ,,mjr Kozubowskiego”, licząca już tylko
6 osób, w dniu 8 listopada 1944 r. nawiązała
z rodziną Jana Osmana, mieszkającą
na skraju wsi Białobłoty, gdzie też
okresowo znalazła schronienie. Wywiadowcy ,,Kozubowskiego” rozpytywali rodzinę
Osmanów o sytuację panującą w tych
okolicach, o położenie ludności polskiej, o rozmieszczenie posterunków
żandarmerii itp. Następnie ,,Kozubowski”
dotarł ze swoją grupą w rejon Lądka, Zaguźnicy i Ciświcy Nowej. W Lądku ludzie ,,Kozubowskiego” nawiązali
kontakt z Zygmuntem Swiderskim,
który był kowalem w tej wsi. Rodzina Swiderskich udzielała pomocy wywiadowcom , m.in. pomagała w urządzeniu ziemianki w lesie
zaguźnickim. Dom Swiderskich stał się
miejscem częstej bytności wywiadowców.
Wywiadowcy udali się również do zabudowań
Marii Kopaczewskiej w Zaguźnicy.
Maria Kopaczewska wraz ze swoją córką
żywiła i opierała całą grupę. Wkrótce dwóch wywiadowców,, Kozubowskiego” –
Konstanty Różko i Michał Smal, nawiązali
kontakt z rodziną Bolesława Haka zamieszkałego tuż przy
lesie. Przychodzący tam coraz częściej
ludzie ,,Kozubowskiego” wciągnęli do współpracy
trzech synów i córkę Bolesława Haka. Żona Bolesława Haka z córką Sabiną
zajmowały się żywieniem wywiadowców ,,Kozubowskiego”, a niebawem również i wywiadowców oddziału dowodzonego
przez Sergiusza Iljaszewicza.
Żandarmeria z Grodźca poszukując spadochroniarzy sowieckich, w nocy z 23/24 grudnia 1944 roku otoczyła leśniczówkę w Ciświcy Nowej, w której mieszkał Stefan Dutkiewicz z żoną i małym dzieckiem. Tego wieczoru w domu Dutkiewiczów przebywało trzech skoczków. Żandarmi wezwali partyzantów do poddania się, na co skoczkowie odpowiedzieli ogniem z pistoletów maszynowych. Wykorzystując popłoch i zamieszanie wśród żandarmerii, wywiadowcy zbiegli do pobliskiego lasu nie ponosząc żadnych strat. Żandarmi natychmiast zatrzymali Dutkiewicza i jego żonę. Doprowadzeni na posterunek w Grodźcu zostali tam mocno pobici. Nazajutrz dostarczono Stefana Dudkiewicza do komendy Gestapo w Koninie. W trakcie konwojowania przez miasto Konin, Stefan Dutkiewicz zaatakował konwojenta, a następnie zbiegł do mieszkania swojej krewnej Marii Sztejkowskiej, zamieszkałej przy ulicy Stasica. Stąd nocą w stroju kobiecym udał sie do wsi Jaroszewice Grodzieckie, gdzie aż do wyzwolenia ukrywał się w domu Walentego Szczepaniaka. Niemcy pozostawili żonę Dutkiewicza w Ciświcy Nowej, prowadząc jednocześnie obserwacje w dzień i w nocy, celem ponownego ujęcia Stefana Dutkiewicza. Akcja ta nie przyniosła oczekiwanego rezultatu.
Grupa ,,ppor Sergiusza Iljaszewicza” (ps. ,,Zygmunta Sokołowskiego”). Oddział ,,ppor Sergiusza Iljaszewicza” w nocy 6/7 września1944r. został
desantowany w rejonie Puszczy Noteckiej na skraju wsi Sokołowo. Grupa spadochronowa liczyła początkowo 11 osób, w tym
9-ciu z Samodzielnego Batalionu
Specjalnego LWP, z czego 6-ciu, to
byli żołnierze Wehrmachtu, którzy przeszli na
stronę sowiecką. Na wskutek organizowanych obław przez wojsko
i żandarmerię niemiecką, oddział
poniósł straty w ludziach i sprzęcie, dlatego otrzymał polecenie z
,,centrali”, ażeby przeszedł do
wykonywania dalszych zadań, na
teren Wielkopolski wschodniej.
Miejscem bazowania miały być lasy białobłockie i grodzieckie. W
nocy z 21 na 22 października 1944r. oddział dotarł do wsi Białobłoty, gdzie został przyjęty
przez rodzinę Józefa Hohenzy, a
następnie przez rodzinę Jana Osmana .
Do pierwszego spotkania grup wywiadowczych,, Kozubowskiego” i ,,Iljaszewicza” doszło w połowie listopada w domu Hohenzy. Któregoś wieczoru ,,Iljaszewicz” ze swymi wywiadowcami przyszedł do Hohenzy, po odbiór narzędzi do budowy ziemianki. Podchodząc do zabudowań usłyszał rozmowę wielu osób o wyraźnie wschodnim akcencie. Z pistoletem maszynowym w ręku otworzył drzwi i zauważył siedzących przy stole ludzi umundurowanych, którzy zerwali się z miejsc i chwycili za broń. O mało nie doszło do strzelaniny. ,,Kozubowski” wyjaśnił ,,Iljaszewiczowi”, że jest to grupa partyzancka, której jest dowódcą. Po wstępnej rozmowie między obu dowódcami ustalono termin następnego spotkania, w celu omówienia zasad współpracy. Iljaszewicz polecił nadać za Wisłę wiadomość o odnalezieniu w rejonie Białobłot ,,Kozubowskiego” wraz z pięcioma wywiadowcami. Wkrótce doszło do ścisłej współpracy obu grup. Dowódcy zdecydowali o budowie wspólnej ziemianki w oddziale leśnym zwanym ,,Sahara”. Obie grupy zapewniały sobie punkty kontaktowe w zabudowaniach Jana Osmana, Józefa Hohenzy, Jana Jaszczaka w Białobłotach, Cecylii Ogórkiewicz w Ciświcy Starej, Bolesława Haka w Zaguźnicy, Franciszka Lewandowskiego w Lądku oraz Stefana Dutkiewicza w Ciświcy Nowej.
Grupa Owidija Gorczakowa ( ps. ,,Kulczycki" ). Owidij Gorczakow
na teren Wielkopolski wschodniej zrzucony został jako ostatni, po tym
jak teren został już dobrze
rozpoznany przez sowieckich
spadochroniarzy. Jego grupa desantowana była w
rejonie Wierzchy-Orlina Duża. Oddalając się od miejsca zrzutu, grupa dotarła do Białobłot. Na skraju tej wsi, w lesie znajdowały sie zabudowania
Jana Osmana. Tam grupa okresowo znalazła
schronienie. Po pewnym czasie partyzanci opuścili zabudowania Osmanów i zakwaterowali się w nowo zbudowanej ziemiance, na terenie
lasów należących do leśnictwa Biała Królikowska, gdzie leśniczym był Niemiec Meller. Meller wiedział, że na
terenie jego lasów znajdują się spadochroniarze, ale faktu tego nie zgłosił
żandarmerii w Grodźcu. Wywiadowcy zapobiegawczo
obserwowali jednak Mellera.
Sam Gorczakow natomiast,
nadal pozostał w zagrodzie Jana
Osmana, ukrywając się w specjalnie przygotowanej kryjówce w stajni. Zwerbowano
do współpracy między innymi: rodzeństwo Józefę i Józefa Osmanów, Jana
Jaszczaka, Józefa Hohezę i innych.
Wywiadowcy Gorczakowa
interesowali się umocnieniami na
Warcie, a szczególnie transportami wojskowymi przechodzącymi przez Jarocin,
Kalisz, Konin.
W nocy z 24 na 25 grudnia 1944 r. na polecenie ,,Kozubowskiego” i Gorczakowa, Józef Osman z pomocą Jana Jaszczaka i w obstawie uzbrojonych wywiadowców, przewiózł wozem konnym, do kryjówki znajdującej się w jego zabudowaniach gospodarczych, pojemnik z bronią, amunicją, żywnością i lekami, który wcześniej zrzucony został w rejonie Wierzchy- Orlina Duża, przez samolot sowiecki. Wykonanie tego zadania było niebezpieczne, ponieważ teren ten był penetrowany przez miejscowych uzbrojonych kolonistów niemieckich oraz żandarma Feniga. Pojemniki te, początkowo miały być zakopane w lesie, ale nie zrobiono tego, gdyż wykopane w śniegu doły, łatwo by było odkryć.
Po strzelaninie w Ciświcy i ucieczce Dutkiewicza, Niemcy zmogli poszukiwania partyzantów i dotarli do Białobłot, dokonując w dniu 27 grudnia 1944r. rewizji w zabudowaniach rodziny Osmanów. Podczas przesłuchiwania, żandarmi dotkliwie pobili domowników, najmocniej Helenę Osmanową oraz jej córkę Józefę. W późnych godzinach nocnych ukrywający się tam Gorczakow, wyszedł z kryjówki i udzielił pomocy brutalnie pobitym członkom rodziny Osmanów. Wyjaśnił poszkodowanym, że nie mógł stanąć w ich obronie, ponieważ mogłoby dojść do strzelaniny, której skutki byłyby fatalne. Żandarmeria nie znalazła ukrywających się skoczków.
Przejście wojennego frontu. Podczas ofensywy Armii Czerwonej w styczniu 1945r,. na
polecenie „centrali” grupy wywiadowcze podjęły
walkę z cofającymi się
rozbitkami armii niemieckiej. Wywiadowcy oraz ich
współpracownicy prowadzili obserwację
ruchu wojsk niemieckich. W wyniku tych obserwacji ustalono, że we wsi Lądek zakwaterowała się grupa żołnierzy niemieckich. ,,Kozubowski” i ,,Iljaszewicz” wydali rozkaz
zaatakowania Niemców, których
było około 15 osób. W akcji tej obok wywiadowców udział brali również ich współpracownicy: Bogumił Simon, Franciszek
Lewandowski oraz trzech braci Haków ( Mieczysław, Witold, Stanisław ). 23
stycznia 1945r. po otoczeniu zabudowań,
w których przebywali Niemcy, doszło do strzelaniny, w której - wg oficjalnej wersji- zginął od niemieckiej kuli Bogumił Simon. Niemcy zorientowawszy się,
że nie
mają szans, poddali się do niewoli i zostali rozbrojeni . / Po
1989r. pojawiły się również inne wersje śmierci Bogumiła Simona. Natomiast
25.08.2011r. członkowie
Stowarzyszenia ,,Pomost” w
lesie między Lądkiem
a Zaguźnicą ekshumowali szczątki 12 żołnierzy niemieckich, z których 4 zostało
zidentyfikowanych. Wg zdobytej
przez nich relacji, miało tam dojść do egzekucji, której świadkiem był
młody chłopak, mieszkający
naprzeciwko lasu. Po powrocie do domu,
był blady jak ściana
i z nikim nie chciał rozmawiać. /
Zdzisław Kulawinek na
podstawie źródeł własnych, w
swojej książce pt. ,,Tam, gdzie konwalie”, odnośnie zabitych
w Lądku i działalności
sowieckiej partyzantki,
wyraził następującą opinię : ,, Byli
to młodzi ludzie, których jednostki zostały rozbite. Szukali schronienia.
Znaleźli je na krótko, bo już 21 i 22 stycznia ( ? ) zostali zabici. Na tych
terenach dość prężnie działały oddziały partyzantów. Ich założycielami byli
spadochroniarze zrzuceni pod koniec 1944 roku w okolicach Lądku. Pozyskiwali do
swoich grup chętnych mężczyzn z pobliskich wiosek, zaopatrywali ich w broń i
amunicję. Nadawano oddziałom nazwy od rosyjsko brzmiących imion. Ich
działanie mało miało wspólnego ze
zwiadem. Szukali pojedynczych żołnierzy niemieckich lub ich małe grupy i
najczęściej zabijano ich. Ci sami partyzanci nie gardzili ograbianiem
pozostawionych lub zamieszkanych jeszcze gospodarstw niemieckich. Ale zdarzało
się, że i polskich."
Bogumił Simon został pochowany z honorami wojskowymi na cmentarzu w
Królikowie. W pogrzebie wzięli udział współtowarzysze walki, okoliczna ludność oraz matka Bogumiła
–Zofia Simon. Zofia Simon,
która po wojnie została sędzią Sądu Wojewódzkiego we Wrocławiu, życzyła
sobie, żeby po jej śmierci pochować
ją obok jedynego syna.
W pierwszych dniach lutego 1945r. grupy wywiadowcze „Skarżyńskiego”, ,,Kozubowskiego”, ,,Iljaszewicza”, Gorczakowa zostały odkomenderowane na punkt zborny w Kutnie, gdzie oczekiwał ich przedstawiciel Sztabu I Frontu Białoruskiego - płk. Biełow.
Piotr Czajczyński, Białobłoty - lipiec 2026